czwartek, 22 listopada 2012

Wrocław Fashion Meeting

W sobotę 10.11.2012 r. (tak długo się zbierałam, żeby opublikować ten post) we Wrocławiu odbyła się kolejna impreza z modowym pazurkiem.
W hali IASE można było zobaczyć kilka ciekawych pokazów oraz zakupić wyjątkowe smaczki od wystawców (na grubszy portfel tudzież bogatszą kieszeń).
Dotarliśmy tam na ok 13:00 (ciągle nie potrafię wstawać rano w weekend, 11:00 to za wcześnie...).
Ominęło nas kilka pokazów, ale szybko znaleźliśmy ciekawą kolekcję w postaci:
Zimnego piweni, można ująć leżącego obok na ulicy i krzyczącego do nas "wypij mnie" ale najpierw zapłać.


Po spożyciu tego smacznego napoju bogów (o godzinie 13 30... Czas pomyśleć o leczeniu...) udaliśmy się na teren wystawców, zrobiliśmy kilka zdjęć:






Fot. Bartosz Stasiun

Całość prowadził w całkiem przyjemnym stylu boski jak Enrike - Conrado Moreno.


O 15:00 rozpoczął się Konkurs Stylowy Wrocław. Mogliśmy zobaczyć 30 stylizacji na kobietach i chłopcach. W niektórych przypadkach miałam wrażenie, że nie istnieją żadne zasady oprócz "wybierz największy sweter po babci, kurteczkę za 2 zł z Lumpika, idź w świat i zdobywaj światowe wybiegi." 
Zdjęcia konkursowych stylizacji poniżej:



































Fot. B.Stasiun (nie kraść;P)

Wygrała zasłużenie wg mnie poniższa (kobieca i klasyczna) stylizacja:


Na zakończenie WFM odbyła się seria pokazów marek: 
1. Mohito
2. Folk Design
3. Le Blakk
4. Gregor Gonsior
5. Lewanowicz
6. Kamila Gawrońska-Kasperska.

Pomimo, że 1/3 swojej szafy mam z Mohito, duże wrażenie zrobił na mnie pokaz marki Folk Design. Przepiękne, nasycone kolory, zestawienia, podkład muzyczny pod całą kolekcję - ani razu nie ziewnęłam ;)
Na szczególną uwagę zasługuje również Gregor Gonsior i jest kolekcja niczym niejedno dzieło sztuki. Współczuję jedynie modelkom, które o dziwo nie zabiły się w jego butach. 



Nie ma się co rozpisywać. Wrocław dalej się rozwija, i na tle innych imprez/pokazów, na których byłam ten był miły i przyjemny. Brakowało jedynie atrakcji między długimi przerwami w pokazach. 
Myślę, że z powodzeniem należą się brawa dla organizatorów całego WFM, jak  i reżyserów pokazów.
Dobra robota, a czuję, że będzie jeszcze lepsza.




poniedziałek, 29 października 2012

Makijaż na Halloween czyli Frankenstein w moim wydaniu.

Moją drugą charakteryzacją, którą robiłam kilka lat temu, było stworzenie Frankensteina.
Może jest trochę koślawy (przepraszam Kochanie), ale widzicie ze można łatwo stworzyć coś brzydkiego z przystojnego faceta.
Wystarczy użyć zielonych, szarych i czarnych cieni do oczu, masy charakteryzatorskiej, no i ja wspomogłam się trochę Air Brushem, ażeby przyspieszyć swoją pracę.
A, i zapomniałabym - wykorzystałam przecięty w pół korek od winka ( wszystko spożytkowane jak należy).
Kiedyś postaram się wykonać taki tutorial, może wyjdzie mi to lepiej:) No ale w ramach ciekawostki wrzucam tu zdjęcia mej dawnej pracy.  Z powodzeniem każdy może wykonać taka charakteryzację na Halloween.
Nie ukrywam ze było przy tym dużo śmichów i chichów, także polecam:)
Macie już jakieś pomysły na strój w dzień/noc duchów czy nie lubicie przebieranek?







poniedziałek, 22 października 2012

Honey - funny !

W miniony weekend spędziłam czas na planie nowego teledysku Honoraty Skarbek "Honey". Poasystowałam trochę, nawet okazało się, że jestem totalnie beznadziejna w szyciu:D
Niebawem jak dostanę bekstejdże, nie omieszkam się nimi polansować.
Coby nie mówić, nie miałam pojęcia ile pracy należy włożyć w taki klip. Stylówa była zapięta na ostatni guzik, akcesoria, scenografia szykowana pół dnia, pół nocy, i pół ranka, nad wszystkim czuwał duet Grymuza&Lewicka.
Nowy album Honey ukazuje się w styczniu, a klip LalaLove już niebawem.
W sobotę towarzyszyło nam wspaniałe słońce więc wszyscy zaspokoili się witaminką Dy i działali na pełnych obrotach.
Pomimo, iż wolę mocniejszą nutę, nowy utwór Honoraty zapadł mi tak w ucho, że przed zaśnięciem nuciłam go na okrągło. No ale w sumie nie dziw skoro po kilkudziesiętnym odtwarzaniu go znałam już wszystkie słowa:D
Nigdy nie śledziłam twórczości Honey gdyż mam troszkę inne preferencje muzyczne.
Po minionym weekendzie stwierdzę SZCZERZE, że dziewczę te jest naprawdę sympatyczną, pracowitą i zajebistą dupą.  No i ba, kupię nawet jej nowy album:)
Tym miłym akcentem kończę swą wypowiedź.



PS. Gdzie jest weekend ja się pytam? 7 dni w tygodniu pracujących a a ja marzę o kanapie, tv i zimnym desperadosie.

piątek, 19 października 2012

Kupowanie butów w internecie...?



Dziś w samym centrum Wrocławia otworzono butik butów (można tak powiedzieć?! to jest chyba niepoprawnie...:D) butik DeeZee! Od zawsze miałam chrapkę na te buciwo. Blogerki i modnisie prześcigały się w polowaniu na najnowsze modele. Nie powiem - zazdrościłam im tego, że tak wytrwale prowadzą swoje boje, a ich kolekcja sięga kilku lub kilkudziesięciu par butów tej marki. Nie wszystkie są wygodne, ale to, że są oryginalne (no dobra, są podróbami kolekcji znanych projektantów), kolorowe i miłe dla oka - trzeba im przyznać.
Koniec z reklamowaniem bo większość zna już tę markę, a nie płacą mi za reklamę;P


Przed otwarciem tego butiku (ładne słówko swoją drogą) zastanawiałam się ile osób kupuje buty w sklepach internetowych.
Zrobiłam mały risercz i okazało się, że takich sklepów jest mnóstwo i są bardzo oblegane. Często ceny butów są trochę tańsze niż te Dajśmanowe lub porównywalne, a można zakupić model, który ciężko dostać we własnym mieście.
Może to chęć bycia trendi, chęć "pławienia się w luksusach" kupując coś marki na czasie, chęć bycia jak nasze rodzime celebrytki lub po prostu wygoda kupowania przez internet.
Patrząc na to z drugiej strony często możemy kupić zły rozmiar nie mierząc osobiście buciwa. Płacimy więc za dodatkowy zwrot paczki lub wystawiamy na allegro licząc na to, że uda się sprzedać nietrafiony zakup za całą wydaną kwotę.
Uczucia nadal mam mieszane, i chyba nigdy nie będę należała do grona fanek internetowych sklepów sprzedających obuwie.

Podsumowując dziękuję  DeeZee, że jesteś we Wrocławiu.






poniedziałek, 15 października 2012

Fixer - czy naprawdę utrwala na cały dzień?

Kolejny produkt z serii Kryolan - tzw. Utrwalacz do makijażu Derma Color Fixing Spray


Jest mój mały ulubieniec. Na razie nie znalazłam lepszego zamiennika pomimo, że słyszałam o nim kilka negatywnych opinii. Próbowałam fixeru z Sephory i jak dla mnie zostawia "zbyt duże" krople na buźce.

Może po kolei.

Fixer rozpylamy na twarz z odległości 30-40 cm. Ja nie przesadzam z ilością. Dwa psiknięcia wystarczą.
Po naniesieniu, możemy czuć dziwne uczucie ściągnięcia skóry lub suchej, aczkolwiek błyszczącej powłoczki (zauważyło to ok. 60% babeczek, które malowałam). Uczucie mija po krótkim czasie a makijaż utrzymuje się długo i jest zdecydowanie bardziej odporny na ścieranie.

Plusy:
- Zdecydowanie utrwala mejkap, myślę że min. o 4 h dłużej,
- Doskonały na okazjonalne makijaże (przy codziennym mejkapie wysusza buziaka),
- Jest bardzooo wydajny,
- Dostępny w ponad dwa razy większej (niebieskiej) butli dla chętnych,
- Niewielkie opakowanie (w sam raz do kuferka/torebki)
- Niezła cena - 42 zł za 150 ml.

Minusy:
- Ciężko zauważalne, chyba tylko to suche uczucie ściągnięcia zaraz po "psiknięciu" może przeszkadzać.
I tyle.



PS. Pod koniec tego okropnego poniedziałku dostałam niespodziewaną wiadomość - w ten weekend z wspaniałą, wrocławską ekipą stanę na planie pewnego teledysku jako ekipa wizażowa. Szczegółów nie mogę teraz zdradzić, ale juuuż niebawem...:D:D lalala

poniedziałek, 8 października 2012

Moja historia z Elizabeth Arden

Nie wiem czemu ale od zawsze marka Elizabeth Arden kojarzyła mi się z produktami dla starych babć.
Jakiś czas temu moja przyjaciółka ze Sztokholmu przywiozła mi balsam do ciała właśnie spod znaku Elizabeth Arden. Jak się po sekundzie okazało to nie był zwykły balsam. Po pierwsze - zapach wprowadził mnie w wir ekstazy (użyłabym słowa na O, ale blog jest przeznaczony również dla niepełnoletnich, przykro mi). Po drugie znów zapach. No dobra, po trzecie nawilżał i wygładzał skórę przez długiee godziny. Po czwarte mój facet go kochał i mnie też (ale to znów temat na +18);) Po piąte - ta papka do ciała zawiera małe granulki, które wydaje się, że dobrze robią skórze. Nie wiem jak ale na pewno robią ;)
Po kolejne produkt jest niezwykle wydajny. Wychodząc z sauny zimą, smarowałam się nim, a zapach utrzymywał się długi czas na moim ciele i ciuszkach. Rewelacja. Chętnie zakupię kolejne opakowanie bo nie znalazłam żadnych minusów. No dobra - cena. Ale koniec tematu.


Na zdjęciu: 
                              Elizabeth Arden, Green Tea, Honey Drops Body Cream cena ok. 100 zł

Druga i ostatnia, moja rzecz EA to słynny zapach 5th avenue. Nigdy specjalnie mi się nie podobał, ale albo się tak postarzałam albo zaszła we mnie inna przemiana i od teraz kojarzy mi się z ciepłem, zielenią, jesienią, a na pewno nie starością. Również tak się złożyło, że dostałam go w prezencie no i z tego faktu jestem niezmiernie zadowolona. 


Teraz czyham na odkrywanie nowych skarbów wspaniałej Arden.

Czemu wspaniałej.. Mini prolog zostawiłam na końcu. Będąc w szkole charakteryzacji/wizażu, mieliśmy wybrać jakiegoś projektanta/markę i opisać, krótko jego historię. Oczywiście każdy kłócił się o McQueena lub Chanel, nikt nie chciał tknąć nawet Arden. A, że zawsze miałam słabość do ludzi zapomnianych i z reguły ciężko doświadczonych przez los zlitowałam się... ;)
Po dokopaniu się do historii życia Pani Arden, a właściwie Florence Nightingale Graham byłam dumna, że to właśnie ja przedstawiam tą pracę. Największa rywalka Heleny Rubinstein nie bez powodu jest lubiana przez młodszych i starszych. Jej marka zobowiązuje, dlatego nie mogę nic złego powiedzieć o produktach, które używałam, wręcz przeciwnie polecam i idę po wypłacie po kolejne Ardenki.



poniedziałek, 1 października 2012

Nagie, lepkie, mokre, brudne... Soon.

Tak własnie będzie wyglądać nowa produkcja szanownej Pani Grymuzy. Nie słyszałeś? To jeszcze mało wiesz;) Kręcone około półtora miesiąca temu. Miało być o jedzeniu, a niedługo się okaże, że zabiorą mi uprawnienia do bloga jak wstawię ten film ;) Ja, oprócz paćkania mejkapów na piękne buźki modelek, padłam na kolana i zmywałam resztki bitej śmietany, mąki, czekoladowych sosów, arbuzów i innych owoców z podłogi/ścian/okien/stołów/kibli... Naprawdę jestem jak człowiek orkiestra... ;)

Trzeba z góry podziękować braciom L. za udostępnienie domu (nie wiedzieli na co się piszą, chyba byliśmy tam pierwszy i ostatni raz. Nici z grilla, którego tyle razy obiecywali). Mielimy również własnego kierowcę. Thank U 2.

Ale pragnę przestrzec wszystkich, którzy myślą, że "kąpiele" w bitej śmietanie to sama przyjemność... Albo rób to zupełnie nago, albo pożegnaj się ze swoją ulubioną bielizną/sexy koszulką bo zapachu skiśniętej bitej śmietany łatwo się nie pozbędziesz. (6 prań minęło i dupa).
No cóż... Więcej na ten temat można  zobaczyć na blogu Pani G, o tu: Projekt xxx
Jak tylko dostaniemy wszystko piknie zmontowane - chwalę się i wstawiam TU!
Tymczasem.

Foto ściągnięte od Grymuzy:








Rozdanie u Tęczowłosej :)

Myślę, że dobrze znana wielu wizażystka Matleena ogłosiła na swoim blogu konkurs. Do zgarnięcia fajna mejkapowa książeczka, więc spróbuję ją jakimś łudem szczęścia wygrać.
Info o tu:
http://matleenamakeup.blogspot.com/2012/09/wygraj-ksiazke.html

Polecam i pozdrawiam, Żanetka Leta
;)

czwartek, 27 września 2012

Ostatnie, małe zakupiszonki.

O słodki nawyku zakupów! Jak dobrze, że nie dopadasz mnie codziennie;)
Ostatnio przechadzając się po wielkich koloso-galeriach "wdepnęłam" do Maca i Superpharm... Sasasa...
I tak oto zakupiłam kilka nowych "dzieciątek":


  • Woda termalna Avene (kiedyś tam zrobię recenzję)






  •  Korektor MAC Pro Longwear Concealer (na bank zrobię recenzję)

  • Cień MAC Satin Toupe (jeden z moich ulubionych więc któryś już)



  •  No i paletka na te wszystkie wypierdki z Maca (recenzję zrobię teraz - fajna jest!) :D






środa, 26 września 2012

Kryolan - ultra baza pod cienie

Ha! Jak mówiłam/pisałam tak jestem z kolejną częścią recenzji produktów Kryolan.

Dostałam małego lecz porządnego kopa w postaci motywatora.
Dziś raczej krótko, czyli konkrety:

Cena: ok. 30 zł.

Plusy:
- hmmm... fajne opakowanie? W sumie tak, srebrny ładny kolor... Łatwo się wyciska:D Nie trzeba topić głęboko palucha tylko lekko nacisnąć ;)
- przyjemna w dotyku (!):D

Minusy:
- Zbyt kremowa, grudkowata konsystencja,
- Często "roluje" cienie,
- Przedłuża trwałość cieni i lekko podbija kolory - fakt, ale nie jest to efekt długotrwały jak w przypadku chociażby Duraline.


Podsumowując cena nie jest zbyt wysoka więc można kupić i samemu spróbować, ale na pewno nie jest to moje "cudowne dziecko". Bez zachwytu, raczej przeciętnie...

poniedziałek, 17 września 2012

Legenda czyli Kółko kamuflaży Kryolan

Dziś pomyślałam, że krótko opiszę kółko kamuflaży Kryolan. Wiele opinii można znaleźć na jego temat w internetach. Ja posiadam te najjaśniejsze odcienie zero albo jeden. Nie pamiętam numeracji bo opakowanie  starło się już i nie mogę odczytać znaków.
W hurtowni kosmetyków (jak i w internetach np. allegro) można je dostać za 58 zł.
Dla osób początkujących w sztuce mejkapów mogłoby się wydawać ciężkie w użyciu. Należy jednak pamiętać, że przed nałożeniem na twarz dobrze je "wypracować" na ręce tak aby lekko się "nagrzało" wtedy lepiej będzie się rozprowadzać.
Jest to bardzooo gęsty produkt. Nie polecam używać na co dzień gdyż po prostu jest za ciężki. Mógłby z buźki zrobić niezłą maskę. Nakładać delikatną warstwą lekko wklepując. Przy użyciu 'kółeczka' można ukryć sińce pod oczami/przebarwienia/zasinienia. Lecz do rozświetlenia sińców podocznych proponuję lżejsze produkty o działaniu rozświetlającym.
Kółeczko dobrze sprawdza się na okazjonalne stosowanie, przydaje się do sesji zdjęciowych aby ukryć śniaki/zaczerwienienia na ciałach modelki.
Kiedyś stosowałam je pod oczy ale znalazłam idealny zamiennik, o którym niebawem wspomnę.
Kolejnym minusem jest silny, chemiczny zapach.
Kiedyś był to mój jeden z ulubionych produktów, dziś zabieram go w kuferku, lecz dużo rzadziej wyjmuję...

Niedługo rozpocznę serię recenzji produktów Kryolan także dajcie szansę mojej leniwej dupce a niedługo je napisze:)

Plusy:
- mocne krycie.

Minusy:
- trudny w użyciu dla laików,
- nieprzyjemny zapach,
- nie nadaje się codzienny użytek.




Przepraszam, za to że kółko jest (jakby to Durczok powiedział) - uper***one, ale posypał je cień do powiek, a przed jego "sesją" nie miałam siły tego ścierać. (Kupujecie tą wymówkę bo ja nie:D)

środa, 12 września 2012

Letnia sesja Kamili

    Ostatnio nie miałam kompletnie weny twórczej dlatego tak zamilkłam… Poza tym woziłam dupe po ciepłych krajach, hasałam po pustyni, otarłam się o śmierć nurkując z najbrzydszą ryba Morza Czerwonego i udając ze odpoczywam tylko się zmęczyłam.. :D

Mam kilka zaległości w sesjach dlatego pokażę Wam kilka zdjęć z delikatnej, lipcowej sesji zdjęciowej Kamili. Postawiłam na delikatny bezowo-brazowy mej kap i rozświetlenie mlecznej skory modelki.
Kamila ma cudowna urodę tzw. „królewny Snieżki”. Jasne tęczówki, porcelanowa buzia i ciemna oprawa oczu. Cudowności.

Za jakiś czas (jak szanowny pan fotograf obrobi resztę zdjęć) wrzucę Kamile w ostrzejszym wydaniu, zobaczymy, w jakim wcieleniu spodoba Wam się bardziej;)







czwartek, 2 sierpnia 2012

Sephora University - prośba!!:)))

Startuję w konkursie Sephory i pragnę wygrać kurs w Sephora University (żeby nauczyć się malować w pytkę) dlatego bardzooo proszę o każdy głosik na moją pracę.
Wystarczy tylko zarejestrować się na stronie i potwierdzić link na mailu oraz oddać głos. Trwa to z 30 sekund.
Do wygrania dla głosujących palety cieni i pomadek Sephora.
Moja praca znajduje się tu: http://www.sephorauniversity.pl/witamy/zgloszenie.php?page=25615
Jeśli link się nie wyświetli to w zakładce 'ostatnio dodane' można ją znaleźć a wygląda tak:





poniedziałek, 30 lipca 2012

Baza pod podkład: Sephora kontra DAX

W ostatnim czasie kilka osób prosiło mnie o namiastkę słów na temat Sephorowej Bazy pod podkład.
Postanowiłam porównać dwie, wygładzające bazy:

Marki Sephora (Base lissante Smoothing primer) 15ml

Używam już drugie opakowanie.
Plusy:
- długo się utrzymuje,
- utrwala makijaż,
- nawilża skórę,
- posiada efekt wygładzenia drobnych zmarszczek (oczywiście krótkotrwały, nie stały - cudów nie ma, inaczej tylko skalpel)
- tworzy efekt delikatnej, sylikonowej maski,
- kiedyś RAZ (i dawnooo temu po grubej imprezie i jej skutkach...) zdarzyło mi się zasnąć w makijażu (plask!), dzięki tej bazie na następny dzień, kiedy kac i mała utrata pamięci męczyły mnie, plusem było jedno: Mejkap był jak świeżo malowany, zmywając go czułam jakbym ściągała ładną, sylikonową maseczkę,
- całkiem zgrabne i solidne opakowanie,
- nie czuć jej na twarzy, jest dosyć lekka mimo wszystko.

Minusy:
- pojemność (tylko 15ml),
- cena - 59zł,


Oraz Marki DAX Cosmetics (Smoothing Base 3D Silicone Micro-Net):



Plusy:

- duża pojemność, w przeciwieństwie do poprzedniczki dwa razy większa- 30ml,
- utrwala makijaż,
- utrzymuje się w miarę przyzwoicie,
- nawilża skórę,
- posiada efekt wygładzenia drobnych zmarszczek,
- tworzy efekt delikatnej, sylikonowej maski,
- cena - ok. 35-40zł (dostępna w Naturze, Superpharmie i w internecie)
- solidne opakowanie,
- nie czuć jej na twarzy, jest lekka.

Minusy:
- hmmm do czego się przyczepić.... Ok niech będzie zbyt duże opakowanie. Poprzedniczka miała zgrabne opakowanie do malusiej torebusi (jeśli, którakolwiek z Was wkłada takie bazy do torebek to był plus, ja osobiście bazy nakładam w domu i nie zawsze, także opakowanko mi nie przeszkadza, jedynie więcej miejsca w kufrze zajmuje).
- nic więcej nie przychodzi mi do głowy.



Także te dwie bazy są w użyciu bardzoo podobne do siebie. Mam wrażenie że ta Sephorowa jest bardziej elastyczna/sylikonowa w dotyku, a DAXowa  bardziej kaszmirowa. Sephorowa trochę dłużej trzyma się na skórze. 
Jednak obydwie utrwalają makijaż, delikatnie nawilżają, wygładzają i stanowią dobry podkład pod podkład;)

DAX-owa baza jest dwa razy większa, i prawie dwa razy tańsza dlatego jeśli ktoś potrzebuje szybko użyć fajnej bazy polecam ją. Jeśli macie odłożonej trochę kasy - skoczcie do Sephory a nóż będzie na nią wyprzedaż (tak jak ostatnio:D:D)
Tak czy siak chyba DAX wygrywa pojedynek. 


A Wy macie swoje ulubione bazy?:)

czwartek, 26 lipca 2012

SOFITEL FASHION NIGHT

Dziś wieczorem we Wrocławskim Hotelu Sofitel Wrocław Old Town***** odbędzie się impreza pt. Sofitel Fashion Night. Jest to pierwszy z cyklu eventów zainicjowanych przez Hotel Sofitel Wroclaw Old Town i Flesh on Flesh Collective. Pokaz otworzy kolekcja Lumen SS 2012 SYlwii Maliny, oraz wystawa ceramiki artystycznej, wrocławskich twórców. 


Zdjęcia z kolekcja można zobaczyć tu:
Kolekcja Lumen

Ja będę odpowiadać za ładny/brzydki wygląd modelek więc schowam się w ekipie wizażowej, ale mam nadzieję, że coś uda mi się zobaczyć.

Polecam pokaz wszystkim, którzy mają wolny wieczór we Wrocławiu:)